Jeśli masz dobry zespół, projekty zawsze się znajdą, a co nam po projekcie, jeśli nie mamy dobrego zespołu?

Czy można przepracować ponad dekadę w branży IT dla jednej firmy i być zadowolonym? Można! A Sebastian Banach, Head of Technical Engineering w Speednet jest tego świetnym przykładem. Poznaj jego historię.

Sebastian, według Linkedina w Speednet pracujesz już ponad 13 lat! To szmat czasu, szczególnie jak na branżę IT. Opowiedz nam, jak trafiłeś do firmy i jak wspominasz swoje początki?

To prawda, ale w Speednet czas leci szybko, bo ciągle się coś dzieje. Z resztą takich „dinozaurów” jak ja, którzy pracują w firmie już ponad 10 lat, jest całkiem sporo (śmiech).

Z moim dołączeniem do Speednet wiąże się dość śmieszna historia. Wszystko zaczęło się od ślubu. Ślubu mojego dobrego znajomego, na którym byłem świadkiem. Sławek pracował wtedy w Speednet i zachęcał mnie, żebym do niego dołączył. Nie byłem zdecydowany, bo byłem zadowolony ze swojej ówczesnej pracy, pracowałem tam prawie 3 lata, miałem wszystko ułożone.

Natomiast na weselu poznałem więcej osób pracujących w Speednet… W tym Piotra Grodzkiego, prezesa. Jak wiadomo, rola świadka wiąże się z różnymi obowiązkami, między innymi z zabawianiem gości, więc miałem okazję spędzić z osobami z firmy sporo czasu, poznać je lepiej i przekonać się, jak zachowują się poza pracą.

Dlatego, gdy kilka dni później Piotr zadzwonił z propozycją dołączenia do zespołu to nie wahałem się ani chwili. Już wtedy proces rekrutacji w firmie trwał kilka dni – głównie składała się na niego rozmowa z przedstawicielem działu HR, a potem spotkanie z osobą techniczną. Krótki proces rekrutacji jest to coś, z czego jesteśmy dumni i pilnujemy, żeby niezależnie od rozwoju firmy dalej trwał on zaledwie kilka dni. Szanujemy swój czas i czas kandydatów.

Co do moich początków w firmie… Muszę przyznać, dużo się działo. Objąłem pozycję Team Leadera w zespole pracującym nad dużym projektem, który realizowaliśmy dla Onetu. Wtedy wszystko wyglądało nieco inaczej… Speednet liczył około 20, może 30 pracowników, z czego część mieszkała na co dzień w Warszawie i pracowała przy projekcie outsourcingowym.

Całkiem szybko odnalazłem się w organizacji, już po kilku dniach od zatrudnienia byłem na spotkaniu z klientem w Krakowie. Można powiedzieć, że moja pozycja była połączeniem Tech Leadera i Project Managera. Miałem okazję dużo programować, ale też rozwijać inne umiejętności. Mimo tej różnorodności był to projekt długoterminowy, więc w pewnym momencie zacząłem czuć, że chciałbym coś zmienić, spróbować czegoś nowego.

W Speednet nikt nie widział w tym żadnego problemu i zostałem przydzielony na stanowisko PMa w innym projekcie. Na przestrzeni ostatnich lat próbowałem różnych rzeczy i tak to mniej więcej wyglądało.

Czym się zajmujesz teraz i jak przez ten czas zmieniała się Twoja rola w organizacji?

Obecnie zajmuję stanowisko Head of Technical Engineering. Do moich głównych zadań należy dbanie o to, żeby w projektach pracowała odpowiednia liczba osób.  Można powiedzieć, że znając możliwości naszych zespołów oraz specyfikację konkretnych projektów pilnuję, żeby nikt nie został przygnieciony nadmiarem obowiązków i każdy miał poczucie sensu. Przychodzimy do pracy w jakimś celu i jak czujemy, że marnujemy czas to nie chcemy do niej wracać.

Oprócz tego kontaktuje się również z klientami, rozwiązuję kryzysy czy reaguję na różne problemy w projektach czy zespołach. Wiadomo, że nawet w najlepszy firmach zdarzają się jakieś „fuckupy”.

Jakie największe zmiany zauważyłeś w Speednet od początku swojej pracy aż do teraz?

Przede wszystkim jest nas znacznie więcej, obecnie mamy ponad 200 specjalistów. To duża różnica i przyznaję, że trochę się obawialiśmy, że atmosfera w firmie może się zmienić, szczególnie w czasie ostatnich miesięcy – pandemia, praca zdalna, restrykcje dotyczące spotkań. Okazuje się jednak, że nieważne, ile osób jest zatrudnionych to nasze wartości i klimat, który panuje w Speednet pozostaje bez zmian.

Czy jesteś w stanie podać jakiś przykład najzabawniejszej/najbardziej nietypowej historii, która wydarzyła się w tym czasie?

Przez te 13 lat zdarzyło się tyle rzeczy, że naprawdę ciężko jest wybrać jedną. Znasz serial The Office? Żarty, które Jim przygotowuje dla Dwighta są dla nas często inspiracją. Klawiatura zatopiona w galaretce? Było. Naprawdę, dużo się tu działo szalonych rzeczy. Pamiętam, jak kiedyś wróciłem z urlopu, a całe moje biurko, kable, monitory, itp. było owinięte różową bibułą…

Co sądzisz o częstej zmianie firm w IT? Jakie widzisz plusy i minusy takiego podejścia?

To zależy, co rozumiemy przez częste zmiany. Jeśli projekt się kończy, a Ty szukasz nowej ścieżki rozwoju, a dana firma nie może Ci jej zapewnić to zmiana pracy, o ile możesz sobie na to pozwolić, jest dobry pomysłem.

Branża IT jest ogromna i warto szukać w niej tego, co nas naprawdę wciągnie. Natomiast na swoim przykładzie mogę pokazać, że zanim zacznie się rozglądać dalej to warto wspomnieć w środku, w firmie, że chce się coś zmienić, spróbować czegoś nowego. Jeśli lubi się ludzi w firmie, jest fajna atmosfera to warto zostać.

W ten sposób dajemy sobie czas na awans w strukturach firmy – może po jakimś czasie zamiast dalszego rozwoju jako programista zdecydujemy się zostać Team Leaderem albo PM? Nigdy nie wiadomo, co nas spotka.

Cieszę się, że te kilka lat temu, zamiast zmienić firmę odezwałem się do swojego przełożonego – zdobyłem to, co chciałem, a przy okazji mogłem zostać w firmie, którą naprawdę polubiłem. W Speednet, chociaż to może zabrzmieć nieco śmiesznie, naprawdę stawiamy na indywidualne podejście do pracownika, dużo rozmawiamy, szukamy rozwiązań i to chyba jest jedyne rozsądne wyjście dla firm w branży IT – stawianie na ludzi, bo projekty, jeśli masz dobry zespół zawsze się znajdą, a co nam po projekcie, jeśli nie mamy dobrego zespołu?

Przeczytaj także – Historie kobiet, które odmieniły świat IT

RAPORT Zarobki w branży IT - Q2 2022

Sprawdź jak wyglądają zarobki w branży IT, na podstawie analizy ogłoszeń 3 915 pracodawców.

POBIERZ RAPORT
Oferty pracy w SPEEDNET