inhire.ioBlogPraca w ITUmiejętność odpuszczania pomaga mi robić miejsce na to, co mnie rozwija

Umiejętność odpuszczania pomaga mi robić miejsce na to, co mnie rozwija

Praca w IT
05/02/2026

Urszula Bakalarska w ciągu kilku lat przeszła drogę od bankructwa agencji turystycznej, przez stanowisko asystentki biura, testera oprogramowania, aż po rolę Scrum Masterki. Jej historia to opowieść o tym, że zmiany w karierze nie muszą boleć – wystarczy dobra organizacja, odwaga do odpuszczania perfekcjonizmu i umiejętność słuchania siebie. W rozmowie dzieli się konkretami: jak 20-kilometrowy bieg górski pomógł jej pozbyć się syndromu oszusta, dlaczego doba ma aż 24 godziny, i jak wartości Agile stały się dla niej kompasem nie tylko w pracy, ale i w życiu osobistym. To wywiad dla każdego, kto rozważa zmianę zawodową, walczy z work-life balance lub zastanawia się, czy odwaga do bycia “wystarczająco dobrym” może być ważniejsza niż dążenie do ideału.

Co rok temu skłoniło Cię do zostania Scrum Masterką? Jaki był kluczowy moment, który sprawił, że pomyślałaś “to jest kierunek dla mnie”?

Na to pytanie składa się całe moje dotychczasowe życie zawodowe. Wiele lat pracowałam z ludźmi i dla ludzi. Gdy przebranżowiłam się na testera oprogramowania relacje utrzymywałam wyłącznie z osobami z zespołu, a problemy techniczne były dla mnie czymś zupełnie nowym. Na początku mojej testerskiej kariery byłam tak bardzo zaangażowana w zrozumienie nowych technologii, z którymi się spotkałam, że nawet nie zauważyłam braku relacji międzyludzkich. Praca zdalna spotęgowała tylko tęsknotę za wykorzystaniem moich wrodzonych umiejętności miękkich i gdy niemalże podjęłam decyzję o zmianie pracy, w zespole został ogłoszony nabór na Scrum Mastera. Bez zastanowienia wykazałam chęć podjęcia się tego wyzwania.

Przez pierwszych kilka miesięcy studiowałam Scrum, uczestniczyłam we wszelkich Agile’owych warsztatach, nabywałam umiejętności, z którymi rezonowała moja dusza. Zrozumiałam, że spojrzenie na proces tworzenia oprogramowania z ludzkiej, a nie technicznej, strony jest mi znacznie bliższe. I choć spotykam się z tymi samymi ludźmi, to nasze spotkania i relacje mają inny wymiar – co jest nie lada wyzwaniem. Zdałam sobie sprawę, że problemy procesowe czy komunikacyjne nie frustrują mnie tak jak problemy techniczne i czuję, że mam większą moc w rozwiązaniu tych problemów. I choć nie mam dużej mocy sprawczej to patrząc na listę usprawnień cieszę się, że mogłam dokonać zmian w pełni wykorzystując swoje talenty.

Jak wyglądała Twoja ścieżka zawodowa przed tym, jak zostałaś Scrum Masterką? Co robiłaś wcześniej w branży IT?

Zanim zostałam Scrum Masterką, pracowałam w branży turystyczno-hotelarskiej. Charakterystyka tej branży cechuje się tym, że kontakt i relacje z ludźmi są nieodłączną częścią codziennej pracy. Niestety, pewnego dnia, niespodziewanie, agencja turystyczna, w której byłam zatrudniona zbankrutowała. I wtedy nastąpił przełom w mojej karierze. Nie mając pomysłu na dalsze życie zawodowe, rozpoczęłam pracę w Kraków Innovation Center ASSA ABLOY | HID jako… asystentka biura. Z jednej strony czułam, że w życiu zawodowym cofnęłam się nie o 1, ale o kilka kroków, natomiast dość szybko skorzystałam z okazji jaką dał mi mój pracodawca i rozpoczęłam przygotowania do wejścia w branżę IT jako tester oprogramowania. Wyzwanie było ogromne – jako osoba nietechniczna codziennie zmagałam się ze zrozumieniem technicznych zagadnień, a złożoność projektu dodatkowo to utrudniała. Każdego dnia uczyłam się nowych rzeczy, projektu, i zdałam sobie sprawę, że w tej branży nauka się nigdy nie kończy. Czułam presję ponieważ na moich barkach spoczywała odpowiedzialność za jakość. Jako tester musiałam wykazać się kreatywnością w wymyślaniu różnych scenariuszy użycia systemu i upewnić się, że wszystko działa jak należy. Prawda jest taka, że codziennie coś psułam po to, aby zgłosić błąd programistom, którzy go naprawiali i aby aplikacja działała bez zarzutu zanim trafi do użytkowników.

Wspomniałaś, że “odpuszczenie w pewnym momencie doprowadziło Cię do miejsca, w którym jesteś”. Możesz opowiedzieć o tym konkretnym momencie? Co oznaczało dla Ciebie to “odpuszczenie”?

To czego się nauczyłam w ostatnich latach to, że dążenie do perfekcji nie wspiera rozwoju. Trudno być doskonałym pracownikiem, żoną i mamą, biegaczem, a do tego mieć lśniący dom i czas dla siebie. Gdy próbowałam perfekcyjnie zorganizować każdy obszar mojego życia, cierpiały na tym mój pracodawca, rodzina i przede wszystkim ja sama. Skupienie się na jednym celu i dążenie do niego dostosowując się do zmian, które następowały poza moją kontrolą, a przede wszystkim odpuszczenie pewnych obowiązków pomogło mi rozwinąć skrzydła. I choć lista książek do przeczytania głównie rośnie zamiast maleć, a buty do biegania są zakurzone to jestem szczęśliwa, że przynajmniej w jednym obszarze mojego życia czuję się spełniona i wiem, że nie trzeba być idealnym, żeby być wystarczającym.

Wciąż są momenty, gdy walczę z syndromem oszusta, ale wsparcie najbliższych i ich wiara we mnie sprawia, że czuję się pewna siebie i że spełnianie wyłącznie swoich własnych oczekiwań i odpuszczenie spełniania cudzych oczekiwań jest kluczem do poczucia własnej wartości. Mam świadomość tego, że każdego dnia mam szansę być lepsza i to ja sama dokonuję wyborów również w obrębie każdego obszaru. Ponadto refleksja na koniec każdego dnia i wyciąganie wniosków pomaga mi wierzyć, że umiejętność odpuszczania pomaga mi robić miejsce na to, co mnie rozwija.

Ta umiejętność jest ważna również w roli Scrum Mastera. Zdałam sobie sprawę, że „głową muru nie przebiję” i pewne zmiany musiałam odpuścić. Dzięki temu skupiłam się na innych problemach i usprawnieniach, których być może bym nie rozwiązała, gdybym w dalszym ciągu skupiała się na tym, co było niemożliwe do zrealizowania. Trzeba pamiętać o tym, że odpuszczanie nie wiąże się z lenistwem, poddaniem się – to dojrzałość w podejmowaniu wyborów, sposobu realizacji celów oraz refleksji wyciągania wniosków.

Uważasz też, że doba nie jest taka krótka, jak się wydaje – wystarczy dobra organizacja czasu. Jakie konkretne strategie stosujesz, żeby pogodzić pracę jako Scrum Master z życiem prywatnym?

Doba ma aż 24h! Licząc czas na pełny sen i pracę zawodową pozostaje nam aż 8h wolnego! Po pierwsze: warto zrobić sobie rachunek sumienia i zastanowić się, gdzie nam ucieka te 8h. I tu wrócę do tematu odpuszczania – czy naprawdę wszystkie czynności są tak ważne, że ani jednej nie możemy sobie podarować? Ile czasu spędzamy oglądając seriale czy scrollując portale społecznościowe?

Po drugie: zainwestowanie chwili czasu na zaplanowanie całego tygodnia pozwala na spojrzenie z perspektywy helikoptera, ile czasu jestem w stanie poświęcić pracy, rozwojowi czy rodzinie. Ta inwestycja szybko się zwraca w postaci balansu pomiędzy pracą zawodową a życiem osobistym. Gdy widzę, że w danym tygodniu nie mam czasu np. na rozwój zawodowy rezygnuję z innych czynności z jednego obszaru, których wydaje się być za dużo w kalendarzu.

Dodatkowo, po zrobieniu listy To Do, jak w pracy, priorytetyzuję zadania. Dobrym pomysłem jest również lista Anti To Do, która doskonale odzwierciedla to, co nie jest dla nas istotne w danym dniu/tygodniu.W planowaniu ważny jest również czas na odpoczynek – bez regeneracji nie nabierzemy sił na wszystkie działania.

Oczywiście życie potrafi nas zaskoczyć. Wtedy, zupełnie jak w projekcie, należy przepriorytetyzować zaplanowane działania, dostosować się do zmiany i zastanowić, co mogło pójść lepiej, żeby takich sytuacji uniknąć w przyszłości.

Zaryzykuję i dodam nawet, że Scrumowe podejście do życia pomaga w jego organizacji. Scrum pomaga nie tylko przy tworzeniu oprogramowania, ale tę metodykę można zastosować również w prywatnych, tych ważnych i mniej ważnych projektach swojego życia. Trzeba pamiętać, że “nie od razu Rzym zbudowano” i małymi iteracjami osiągać cele – takie małe zadania mają większą szansę na wykonanie. Systematyczność w ich dowożeniu poskutkuje tym, że w określonym czasie złożą się one w docelową całość.

Czy były momenty, kiedy work-life balance był dla Ciebie szczególnie trudny do utrzymania? Jak sobie z tym poradziłaś?

Miałam trudny moment po powrocie z drugiego urlopu macierzyńskiego do pracy. Wtedy całe życie było dla mnie szczególnie trudne do utrzymania i nie dostrzegałam ani nawet nie miałam czasu na zastanawianie się w jakim stanie jest mój work-life balance. Dopiero po podjęciu się biegowego wyzwania, zdałam sobie sprawę jak ten work-life balance jest ważny. Jak ważna jest przerwa po skończeniu pracy, przewietrzenie głowy i nabranie sił psychicznych na drugi etat jakim jest macierzyństwo. Zaczęło się, już wcześniej wspomniane, planowanie i porzucenie pewnych obowiązków na rzecz własnego dobrostanu.

Niestety z work-life balance jest tak, że osoby takie jak ja, które chcą łapać wszystkie sroki za ogon, muszą się pilnować i regularnie analizować czy balans jest wciąż zachowany, żeby szala znów się nie przechyliła na nieodpowiednią stronę. Metoda odpuszczania tu się doskonale sprawdza. Gdy podjąłem się roli Scrum Mastera, potrafiłam się zatracić w książkach czy webinarach do tego stopnia, że podczas jednego z kursów, moja córka, dla której nie miałam opieki, podczas mojej niepełnej obecności (byłam skupiona na webinarze) skaleczyła się dość poważnie ponieważ jej nie dopilnowałam. To był moment, w którym powiedziałam sobie dość i od tamtej pory tak planuję życie zawodowe i osobiste, aby się ze
sobą nie przenikały.

Jak Twoje podejście do work-life balance wpływa na sposób, w jaki prowadzisz zespoły w Agile? Czy przekładasz te zasady na pracę z ludźmi?

To, że prowadzę zespoły to może zbyt wiele powiedziane. Praca Scrum Mastera polega na tym, aby ludziom służyć, pomagać im w usprawnianiu procesów, rozwiązywać wszelkie przeszkody czy wspierać w definiowaniu i osiąganiu wspólnych celów.

Utrzymując work-life balance nauczyłam się słuchać siebie i swoich potrzeb. Umiejętność słuchania jest ważna w pracy z zespołem, a jest to łatwiejsze jeśli człowiek pozna sam siebie. Początek mojej kariery jako Scrum Masterka w zespole wiązał się nie tylko z moją zmianą, ale była to również zmiana dla zespołu. A wiadomo – jak zmiana to opór. Zachłysnęłam się wiedzą i bardzo zależało mi na wprowadzeniu, jak najwięcej ulepszeń w jak najszybszym czasie, co nie spotkało się z aprobatą członków zespołu. Mając już za sobą doświadczenia, w których podejmowałam ryzyko i świadomie rezygnowałam z pewnych zmian, których chciałam dokonać, zaakceptowałam, że nie wszystko musi być idealne oraz pozwoliłam innym uczyć się na własnych błędach. Jednocześnie zespół jest w stanie zachować energię na inne sprawy projektowe, które są naprawde ważne.

Dodatkowo balansuję pomiędzy byciem Scrum Masterką a testerką, co nie lada jest wyczynem. Staram się utrzymywać balans planując każdy dzień i planując niedaleką przyszłość, a każdą wolną chwilę wypełniam obowiązkami „na zapas” tak abym była przygotowana w razie braku czasu (np. mam kilka gotowych scenariuszy retrospektyw).

Jak przygotowywałaś się do zmiany na stanowisko Scrum Mastera? Co konkretnie robiłaś, żeby ta zmiana była płynna i przemyślana?

Chyba jak każdy – zaczęłam od Scrum Guide’a. Ale ten, kto nie pracuje w branży nie zrozumie tego przewodnika więc nie polecam. Dopiero literatura uzupełniająca otworzyła mi oczy na to, jak wiele usprawnień można dokonać w projekcie, w którym pracuję. Szkolenie na Scrum Mastera tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że jest nad czym pracować. To pociągnęło za sobą pytania, jak to zrobić? Ponieważ nie miałam żadnego know-how, poprosiłam doświadczonego Agile Coach’a o poradę. I tak zaczął się mentoring, podczas którego dowiedziałam się, jak mało wiem i nad jakimi kompetencjami powinnam popracować. Z każdą sesją nabierałam pewności siebie i czułam, że idę w dobrym kierunku.

Dodatkowo, w Krakowie jest bardzo dobrze działająca Agile’owa społeczność do której dołączyłam, a podczas organizowanych meetup’ów i warsztatów nabywałam kolejnej wiedzy, którą mogłam użyć w praktyce. Ponieważ przekonałam się o tym, że doświadczenia innych są doskonałą bazą wiedzy, stworzyłam Agile’ową społeczność w naszym Kraków Innovation Center ASSA ABLOY | HID, dzięki czemu na spotkaniach mamy przestrzeń na to by dzielić się wskazówkami, wiedzą, czy wspólnie rozwiązywać problemy.

W tzw. międzyczasie, uzyskałam również certyfikaty z szerszego zakresu – chciałam wyjść poza ramy Scrum’a i rozwinąć skrzydła, a także pojąć procesy nie tylko na poziomie zespołu, lecz również na poziomie całej organizacji.

Jednak po roku czułam, że stanęłam w miejscu, i jestem nieco przytłoczona wiedzą zarówno nabytą jak i tą, którą powinnam jeszcze uzupełnić. Nie miałam pomysłu na dalszy krok i byłam przekonana, że potrzebuje jakiegoś impulsu. Zapisałam się do ScrumDzielni – programu mentoringowego dla osób z branży. Już po pierwszym spotkaniu z moją mentorką czułam, że to była dobra decyzja ponieważ wraz z nią ustaliłam swoje cele, a lista „to learn” zyskała bardziej ustrukturyzowany charakter.


Ważne w pracy Scrum Mastera jest doświadczenie. Mój manager dał mi przestrzeń do eksperymentowania, za co jestem bardzo wdzięczna, więc to robiłam i uczyłam się na błędach wyciągając wnioski i wprowadzając je w życie.

Mówisz, że zmiany w karierze nie muszą boleć. Czy Twoja własna transformacja była bezbolesna? Co sprawiło, że była (lub nie była) taka?

Przeszłam dwie transformacje – bolesną i mniej bolesną, i wierzę, że trzecią przeszłabym procesowo. Skok na głęboką wodę zawsze boli – tego doświadczyłam przebranżawiając się na testera: po 3-miesięcznym bootcamp’ie weszłam w branżę IT (po studiach na kierunku Turystyka i Rekreacja oraz Zarządzanie), a na pierwszych zespołowych spotkaniach zapisywałam sobie słownictwo i nomenklaturę, której nie rozumiałam, tylko po to, by po pracy sprawdzić jej znaczenie. Z uporem maniaka, próbowałam zrozumieć dosłownie wszystko – od działania systemu, po programowanie, a na moich kolegach kończąc. Nie potrafiłam się uporać z podłączeniem sprzętu czy przygotowaniem środowiska testowego czyli rzeczy niezbędnych do wykonania moich codziennych obowiązków. Chciałam się nauczyć dosłownie
wszystkiego w jak najkrótszym czasie.

Podobnego błędu chciałam uniknąć, gdy podjęłam się roli Scrum Mastera – przede wszystkim chciałam uniknąć poprzednich błędów i całego chaosu związanego z podjęciem nowej roli. Dałam sobie 3 miesiące na to by zdobyć wiedzę teoretyczną, którą stopniowo (słowo klucz) chciałam wprowadzać w życie. Niestety, plan niezupełnie się powiódł, ponieważ ilość zmian, którą sugerowałam przerosła nie mnie lecz zespół. To, że powinnam zwolnić zrozumiałam po czasie, w którym poczułam się osamotniona w moich działaniach – może uniknęłabym tego gdybym po prostu zwolniła tempo. Wierzę, że transformacja nie musi boleć pod warunkiem, że jest ona dobrze zaplanowana. A szczerość w przyznawaniu się do niewiedzy nie jest porażką lecz odwagą, dzięki której możemy zyskać pomoc, bez której każda zmiana jest bolesna.

Jaką radę dałabyś osobie, która chce zmienić ścieżkę kariery w IT, ale boi się tego kroku?

Przede wszystkim należy zastanowić się, czego tak naprawdę chcemy i czym jest spowodowana chęć zmiany. Bo czasem nie o samą zmianę chodzi, lecz o nierozwiązany problem. Warto rozmawiać z managerem czy kolegami z branży – oni mogą dać natchnienie lub pomóc w przebranżowieniu. Aby wiedzieć kim chcemy być, jak i gdzie pracować należy spojrzeć w lustro i poznać samego siebie – zastanowić się co nas triggeruje, a co daje poczucie satysfakcji. Bez poznania swoich wrodzonych talentów trudno o udaną zmianę. Ale każda zmiana niesie za sobą ciekawe doświadczenia, które mogą nas doprowadzić do miejsca, w którym będziemy robić to co naprawdę lubimy, a z czasem praca może stać się nawet pasją. Nie ukrywam, że trzeba mieć odwagę, aby się przebranżowić – czasem trzeba całe dotychczasowe życie zawodowe i swoją ekspercką wiedzę porzucić na rzecz bycia juniorem. Warto się przygotować mentalnie na pierwsze porażki – będą mniej boleć, i trzeba mieć z tyłu głowy myśl, że JUŻ za rok za dwa będziesz bardziej doświadczonym specjalistą, który może dzielić się wiedzą z innymi. Nie chodzi o to czego nie potrafię, ale o to czego JESZCZE nie umiem.

W jaki sposób bieganie pomogło Ci pozbyć się syndromu oszusta? Czy pamiętasz moment, kiedy to uświadomiłaś?

Całe życie byłam aktywna fizycznie, ale biegania unikałam jak ognia. Pewnego razu kontuzja barku już mi tak bardzo dokuczała, że postanowiłam rzucić fitness na rzecz leżenia na kanapie. Aż pewnego dnia koleżanka zaproponowała mi wzięcie udziału w biegu górskim, który miał się odbyć za nieco ponad 3 miesiące. Pamiętam moje pierwsze przebiegnięte 3 km – przed treningiem nie wierzyłam, że zdołam tyle przetruchtać bez zatrzymywania się. Jednak gdy się udało, pobiegłam po więcej. Z tygodnia na tydzień kilometraż się zwiększał, a ja sama nie wierzyłam w postępy jakich dokonuję. Cel był jeden: przebiec 20 km po górach, zmieścić się w limicie czasowym i nie być ostatnią. Pomimo przygotowań, na starcie wciąż nie wierzyłam, że się uda, szczególnie, że w biegu brali udział jedni z najlepszych biegaczy górskich, więc gdy zobaczyłam ich wysportowane sylwetki moja wiara w siebie natychmiast zmalała. Po wystartowaniu i pierwszym podbiegu zadyszka była tak wielka, że zastanawiałam się czy to był dobry pomysł i czy nie powinnam zawrócić. Po dotarciu na szczyt wierzyłam już, że wszystko jest możliwe. Na metę dobiegłyśmy w limicie i nie byłyśmy ostatnie. Dokładnie od tamtego dnia wierzę, że wszystko jest w naszej głowie. Pamiętam, że były momenty kiedy się poddawałyśmy, ale kibice na trasie i inni biegacze podtrzymywali nas na duchu i dodawali wiary. Pomimo przekonania, że jestem zbyt słaba i zbyt mało wytrenowana udało się osiągnąć cel – nigdy nie jesteśmy zbyt słabi, żeby rezygnować. Ale zawsze będziemy silniejsi jeśli spróbujemy.

Jak Twoje doświadczenia z biegania przełożyły się na pewność w podejmowaniu decyzji zawodowych? Czy widzisz konkretne podobieństwa między treningiem a rozwojem kariery?

Zauważyłam, że wiele liderów uprawia sport i odnosi sukcesy. Wierzę, że sport uczy dyscypliny i hartuje ducha. I choć na rzecz rozwoju zawodowego zrezygnowałam z systematycznego uprawiania sportu wiem, że sport nauczył mnie odwagi i dodał pewności siebie, którą mogę przełożyć na życie zawodowe. Sport to nie tylko pokonywanie własnych granic – to również obserwacja postępów jakie daje ciężka praca i upór w dążeniu do celu – czyli to co jest potrzebne również w rozwoju kariery. Nieraz, gdy nachodzą mnie chwile zwątpienia przypominam sobie drogę do mety podczas biegu górskiego, która nie była usłana różami, a mimo to, nie schodziłam z trasy tylko kończyłam bieg. Czasem wystarczy się na chwilę zatrzymać, wziąć głęboki oddech, i biec dalej czy to po górach czy w zawodowym maratonie. Każdą decyzję podejmuję z taką pewnością siebie z jaką pokonywałam kolejne kilometry treningowe, bo wiem gdzie jest meta i co chcę osiągnąć.

Wspominasz, że życie poza pracą pomaga w podejmowaniu ważnych decyzji zawodowych. Możesz podać przykład takiej sytuacji z własnego życia?

Posiadając wiele obowiązków, dawniej nie nadążałam i goniłam czas. Nauczyłam się dysponować swoim czasem na tyle dobrze i tak priorytetyzować obowiązki, że spokój, który jest pozytywnym skutkiem ubocznym tych działań przeszedł również na zawodową stronę mojego życia. Jestem osobą dość spontaniczną i szybką w działaniu, ale zarówno w życiu osobistym, jak i zawodowym warto czasem się zatrzymać na chwilę i zastanowić jakie skutki przyniesie podjęte postanowienie. Posiadanie dobrego planu jest kluczowe w osiągnięciu sukcesu, lecz bardzo bliskie jest mi powiedzenie „jeśli chcesz rozśmieszyć Boga, to powiedz mu o swoich planach” i trzeba pamiętać, że plan należy traktować jak przewodnik, który można na bieżąco modyfikować.

Wiele razy nawet najlepiej zorganizowany kalendarz musiałam porzucić na rzecz nagłej zmiany, która najczęściej wiązała się z przeorganizowaniem całej logistyki i zaangażowaniem kilku osób. Właśnie w takich kryzysowych sytuacjach nauczyłam się spokojnie podejmować szybkie decyzje. Prawda jest taka, że od niedawna również praktyki zawodowe zagościły w moim życiu osobistym, a kanban board jest najlepszą metodą na zorganizowanie sprzątania pokoju przez dzieci.

Co najbardziej cenisz w metodyce Agile i dlaczego ją polecasz? Jakie zmiany widzisz u ludzi, którzy zaczynają w niej pracować?

Najbardziej cenię sobie wartości, które niesie ze sobą Scrum. Każdą z tych wartości warto kierować się w każdym obszarze życia. Według mnie są doskonałym kompasem w relacjach z ludźmi, w podejmowaniu działań, poznaniem siebie i dążeniu do celu. Trzeba mieć odwagę żeby postawić pierwszy krok, szanować siebie i innych, być otwartym na sugestie oraz zaangażowanym w tym co się robi. Skupienie dodatkowo pomaga nam w realizacji postanowień i celów nie tylko zawodowych.

Kierując się tymi wartościami wierzę, że można sobie ułatwić życie oraz poprawić relacje nie tylko w zespole.

Jakie są największe wyzwania, z jakimi spotykasz się jako Scrum Master? Jak sobie z nimi radzisz?

Po zastanowieniu się nad moją dotychczasową ścieżką, którą przeszłam jako Scrum Masterka śmiało mogę powiedzieć, że największym wyzwaniem byłam ja sama oraz moje wielkie ambicje. Odkąd nauczyłam się patrzeć na problemy, które zauważałam z innej perspektywy zrozumiałam, że jestem po to, aby pomóc innym je zauważać i rozwiązać, a nie na siłę je naprawiać. Współpraca z ludźmi zawsze była ciężką, aczkolwiek satysfakcjonującą pracą i trzeba się wykazać nielada cierpliwością i zrozumieniem, aby ta współpraca owocowała wspólnym sukcesem.


Urszula Bakalarska. Scrum Masterka w ASSA ABLOY. Scrum Masterka z pasji i powołania. Lubi zmiany, eksperymentowanie i uczenie się, a ciągłe doskonalenie traktuje jako naturalny element pracy. Ceni pracę z zespołami i te momenty, w których wspólnie wypracowują lepsze metody działania, zmniejszają opory i usuwają przeszkody. Szacunek dla wartości jest dla niej fundamentem długofalowego sukcesu zespołów i organizacji.